Menu

słowo o słowach

O książkach, książkach i książkach. Czasem o wierszach i filmie.

Malarz świata ułudy, Kazuo Ishiguro

a.d.b

malarz

 

"Malarz świata ułudy" Kazuo Ishiguro jest książką utrzymaną w tonacji wspomnieniowo-rozliczeniowej. Narrację, prowadzoną w 1.osobie, autor powierzył emerytowanemu malarzowi z Nagasaki - Masuji Ono. Akcja powieści toczy się w latach 1948-1950, jednak wspomnienia malarza sięgają czasów jego dzieciństwa, młodości i okresu poprzedzającego wojnę. Nastrojowa, niespiesznie prowadzona narracja jest rozliczeniem ze światem, który odszedł i to odszedł w niesławie.
Polityków i wojskowych rozliczyły historia, prawo i społeczeństwo, ale malarz propagandzista musi rozliczyć się sam, bo jego rola, na przekór jego własnej opinii, była zbyt nikła, by się nim zajmowano. Ta rola była jednak na tyle jasna i wyrazista, że wymaga rozliczenia dla dobra córki - Noriko, której przeszłość ojca może zaszkodzić.

Spoza biograficznej opowieści dyskretnie wyłania się panorama społeczna i obraz panujących w Japonii stosunków. Normy i zwyczaje różnią się od europejskich, czy ogólniej od zwyczajów świata zachodniego, są zaskakujące, fascynujące, a bywa, że i przerażające.
Zrujnowany w czasie wojny dom, w którym żyje Ono jest symbolem wojny i upadku dawnych wartości, które ten dom reprezentuje. Niegdyś wspaniały, kupiony dzięki "prestiżowej aukcji", w 1948 r. ma już za sobą najlepsze czasy, podobnie jak powojenna Japonia, zmuszona po przegranej wojnie pożegnać imperialistyczne miraże. Masuji Ono żyje jednak w na wpół zrujnowanej posiadłości i stara się uchronić ją przed całkowitą zagładą. Kultywuje tradycje i z trudnością akceptuje zmiany i amerykanizację Japonii.

Proza Ishiguro jest powściągliwa. Pisarz operuje sceną, nie oceną, zderza postawy, wplata w wydarzenia symbole, ale wnioskowanie pozostawia czytelnikowi. Ocenę flirtu świata sztuki ze światem polityki także pozostawił odbiorcom.

Autor: Kazuo Ishiguro
Tytuł: Malarz świata ułudy
Tłumaczenie: Maria Skroczyńska-Miklaszewska
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2010 [wyd. II 2017]

Białowieża szeptem, Anna Kamińska

a.d.b

biaowiea

 

Anna Kamińska sama przyznaje w którymś z wywiadów, że "złapała wirusa Białowieży" i ta fascynacja miejscem i ludźmi, którzy je tworzą jest wyczuwalna. Autorka potrafi o Białowieży i Białowieżanach pisać interesująco, mistrzowsko portretuje swoich bohaterów, a przy tym nie tworzy heroicznych, koturnowych postaci. To żywi ludzie, nawet jeśli już odeszli, bo pamięć o nich jest żywa, a żywa jest dlatego, że to wyjątkowe, barwne postaci.

Cóż z tego, że nie znoszę kłusowników, kiedy o legendarnym kłusowniku -Mordali czytam z zapartym tchem. Nie wierzę w czarowników, ale historia Wiedźmara przykuwa moją uwagę. Bzdura, ale wierzą w nią inni i zapisana tak, że nie sposób nie wierzyć. Podobnie z pozostałymi historiami opowiedzianymi w tej "biografii miejsca". Część bohaterów  to postaci na poły legendarne, którym zapewne czas i kolejne opowieści dodały barw, część zaś to postaci tragiczne. Wirus wirusem, ale biografia Białowieży do sielankowych opowiastek nie należy i zapewne stąd w tytule: szeptem. Sporo tu historii, o których pewnie bezpieczniej jest milczeć. Bo jak mówić o złodzieju, żeby nikogo, zwłaszcza jego rodziny nie urazić i jak nie skrzywdzić ludzi, którzy bezpośrednio zetknęli się z przemocą? Jak zapisać historię dzieci, którym zamordowano matkę i jak mówić o ojcu, który ją zamordował? "Białowieża szeptem" to historie opowiadane przez samych mieszkańców, to ich historie, czasem jednostkowe, czasem dzieje całych rodów.

"Białowieża..." to też historia, nie tylko ta jednostkowa, to historia tworzona przez ludzi, historia, w którą ludzie są uwikłani i próba ocalenia pamięci o wydarzeniach i miejscach. Część tych miejsc żyje już tylko we wspomnieniach, jak wysadzony Pałac Carski, inne, jak dworzec towarowy, ocalili zapaleńcy i o nich też jest ta książka. Przeszłość i teraźniejszość splatają się. W Białowieży żyją "tradycje kłusownictwa" i pamięć o tych, którzy puszczę ratowali, pamięć ostatnich bartników, żyje specyficzne poczucie więzi z puszczą i poczucie przynależności do miejsca od pokoleń, które dzieli na tutejszych i nowych, nawleczonych, czyli "nawołocz". Żyje też pamięć o czasach prosperity w miejscu, gdzie ciągle stoją drewniane chaty.

"Białowieża szeptem" jest portretem miejsca i ludzi, stąd zdjęcia, które ilustrują tekst i są jego dopełnieniem. I także one oddają trwanie tradycji.

 WL11

Autor: Anna Kamińska
Tytuł: Białowieża szeptem. Historie z Puszczy Białowieskiej
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania:2017

Walet Pik, Joyce Carol Oates

a.d.b

walet_pik

 

„Walet Pik” został przez Joyce CarolOates opatrzony podtytułem „Opowieść z suspensem”, ale do klasy Hitchcocka suspensom w tej powieści daleko. „Walet Pik” jest literacko niezłym czytadłem, wykorzystującym chwyt dwoistości ludzkiej natury. U Oates w roli dr Jekyll’a i pana Hyde’a występuje pisarz, tworzący skrajnie różne powieści kryminalne.

Andrew Rush to za dnia twórca, określany mianem „Kinga dla dżentelmenów”, dobry ojciec i mąż, lokalna sława, udzielająca się w akcjach charytatywnych. Nocą, przy odrapanym biurku i szklance whisky już jako Walet Pik pisze wyjątkowo krwawe i brutalne kryminały.
Obie osobowości pozostają w stanie względnej równowagi do czasu procesu o plagiat. Oskarżenie i rozprawa działają jak katalizator, a życie Andrew pod wpływem Pika zmienia się zasadniczo. Wcześniejszy świat zaczyna się sypać jak domek z kart. Pozornie udane małżeństwo i szczęśliwa rodzina to tylko piękna fasada, za którą alter ego bohatera widzi jedynie pustkę. Pojawiająca się wcześniej sporadycznie druga osobowość zaczyna dominować, a bohater popełnia coraz to inne szaleństwa. Tak aż do finału, który, co trzeba przyznać, jest dość zaskakujący.

Oates przyzwyczaiła czytelników do pogłębionej psychologii, a w najnowszej powieści pisarki właśnie tego zabrakło. Brak tu głębszej refleksji dotyczącej ludzkiej natury. „Walet Pik” to popis literackiej sprawności, zabawa literackimi konwencjami. W sumie niezłe czytadło na pochmurny wieczór i chyba taki był zamysł autorki.

 

Autor: Joyce Carol Oates
Tytuł: Walet Pik. Opowieść z suspensem.
Tłumaczenie: Agnieszka Walulik
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2015

Warkocz, Laetitia Colombani

a.d.b

indeks17

Z opisu na okładce wynika, że "Warkocz" Laetitii Colombani jest splotem opowieści o trzech bohaterkach, w rzeczywistości jednak poszczególne historie, które się przeplatają uzupełnia też czwarta opowieść, najkrótsza - samej pisarki. Wszystkie mówią o wartościach, o drodze do celu, o sile, determinacji. Idealna lektura na jesienne depresje, pozwala się przełamać.

Trzy kobiety (żeby już nadmiernie nie komplikować pozostańmy przy trzech), trzy kontynenty, trzy warstwy społeczne i jedno dążenie:  decydować o sobie, o swoim losie. Dalitka Smita - niedotykalna z Indii, Włoszka Giulia i Kanadyjka Sara mierzą się z losem. Każda musi stawić czoła trudnościom, schematom i uprzedzeniom, każda nieco innym - zależnie od miejsca. Budowa opowieści jest powtarzalna: poranek każdej z kobiet i zarazem ich prezentacja, katastrofa i to, co po niej następuje, ale dzięki osadzeniu akcji w tak różnych miejscach całość ciekawi. Przeważa działanie, ale determinacja bohaterek bez opisu ich życia, środowiska i emocji byłaby zawieszona w próżni i niezrozumiała, więc w wydarzenia wpisane są opisy emocji, przekonań i przemyśleń bohaterek, na szczęście jednak bez nadmiernej afektacji i melodramtyzmu.

Jak splotą się te trzy opowieści w dosłownym sensie bardzo łatwo przewidzieć, mistrzowskim posunięciem jest natomiast zakończenie każdej z opowiadanych historii w takim, a nie innym momencie - w pół drogi.

WL10

Autor: Laetitia Colombani
Tytuł: Warkocz
Tłumaczenie: Małgorzata Kozłowska
Wydawnictwo:Wydawnictwo Literackie
Data wydania:9 listopada 2017

"Rdza", "Dygot", Jakub Małecki

a.d.b

rdza

 

Po "Dygocie" i "Śladach" kolejna książka autorstwa Jakuba Małeckiego "Rdza" jest oparta na tym samym schemacie. Owszem, czyta się nieźle, ale co chwilę przychodzi do głowy, że to wszystko już u Małeckiego było. Co zatem było? Pokoleniowy przekładaniec, przy tym w "Śladach" dominowało odchodzenie jako temat przewodni, więc ta "pokoleniowość" mniej raziła, przy tym trudniej było ją też odkryć. Po raz kolejny otrzymujemy też takie nagromadzenie nieszczęść, że można by nimi obdzielić trzykrotnie większą liczbę bohaterów. "Rdza" to proza, która chce być życiem, ale to prawdziwe życie na szczęście nie jest tylko pasmem nieszczęść, błędów i nijakości. To także chwile zwykłej radości, której ani w "Rdzy", ani w "Dygocie" nie ma.  Małecki "wyłuskuje" z życia zło i traumy i składa te fragmenciki w kolaż, który ma udawać całe życie bohaterów.


Ponownie jest też temat wsi, jak wcześniej w "Dygocie" i częściowo w "Śladach". W "Rdzy" nie ma już wiejskich głupków i czarownic, Dojki czy Pokrzywa (ten był w "Śladach"), ale jest tradycyjnie pijaczek i lokalne dziwo, już nie blade, ale usadzone na wózku inwalidzkim i złośliwie nazywane Hołowczycem.
Znów też jest wojna, a poza nią historia nie istnieje. Świat ukazywany w tych powieściach jest pozornie konkretny, w rzeczywistości jest zawieszony poza czasem i poza historią. Nie ma w nich tła historycznego, to jest sygnalizowane zwrotami: "w tym czasie sklonowano pierwsze zwierzę, Polska weszła do NATO, runęły wieże WTC i wybuchła wojna w Afganistanie" - jak w "Dygocie". W "Rdzy" natomiast są daty, podawane wprost w tytułach rozdziałów lub łatwe do wyliczenia i w zasadzie tyle tego tła. Przeszłość i współczesność odróżniają tylko marki samochodów, syrenę zastąpił fiat uno. Sygnał, że istotne jest tylko to, co nas bezpośrednio dotyczy, a nie księżyc i Armstrong jest więc jasny. Pozostaje tylko pytanie po co rozpisywać proste historie na ileś tam pokoleń i komplikować genealogię postaci, kiedy niewiele z tego wynika.

Punktem wyjścia zawsze jest jakaś trauma, niedopasowanie do świata. W "Rdzy" to śmierć rodziców Szymka, w "Dygocie" to piętno wyglądu - oparzeniowe blizny, albinizm, ale opowieści o wszystkich bohaterach to historie zmarnowanego życia. Dramaty rozgrywają się niezależnie od pochodzenia i czasu, a historia trzech pokoleń rodzin Łabędowiczów i Gelbów to wszechobecność zła i okrucieństwa otaczającego świata.
Nie inaczej jest w najnowszej powieści. Najpierw jest "trzęsienie ziemi", a potem życie "po kataklizmie". Małecki sprawnie operuje zawieszeniem, przeplatające się historie Szymka i jego przodków urywa zawsze w najciekawszym momencie. Stosuje też chwyt "powtórzonego opisu" - dokładnie w ten sam sposób relacjonuje przeżycia Szymka i dużo wcześniejsze przeżycia jego babci. Zapewne miała to być sugestia powtarzalności losu i typowości stanów emocjonalnych, ale zabieg odebrał bohaterom ich indywidualność i niepowtarzalność, a przy tym jest trywialny.

Małecki w "Rdzy" postawił na "łatwe trudne" emocje. Celowo używam tego paradoksalnego zwrotu. Przeżywane przez bohaterów sytuacje i emocje są trudne, a ten wysoki ton nieszczęścia wpływa na emocje odbiorcy, tak łatwo, że niemal nie zauważa się psychologicznych płycizn i schematów. Bo czy nie jest literacką łatwizną Hołowczyc - skrzywdzony, okaleczony geniusz jeżdżący na wózku inwalidzkim? A Michał - klasyczny wiejski mędrzec-pijaczek, marnujący życie? Sam Szymek, który stracił rodziców? Nawet historia Julki Dusznej jest oparta na schemacie kobiety porzuconej.
"Rdza" to składanka opowieści o ludziach, którzy się znają, bo mieszkają obok siebie, ale to tylko zlepek, bo ci ludzie nie mają wpływu na losy sąsiadów, ich życie i emocje. Taki zlepek historii, albo "zlepka" - jak te robione przez Szymka" i też niekoniecznie udana. Z ludźmi jest tu jak z monetami układanymi na torach - nie zlewają się w całość, raczej się od siebie oddalają i lecą w różne strony. Historia przyjaźni Szymka i Budzika jest nieumotywowana. Po latach rozłąki ta przyjaźń jest tak silna, że na zasadzie lustrzanego odbicia powtarza się historia chłopców? Mało prawdopodobne, za to widowiskowe jako obrazek.

"Rdzę" czyta się dobrze, nawet bardzo dobrze. Jest piękna językowo. Interesujący jest też "filmowy montaż" scen i umiejętnie stosowane cięcia w najbardziej emocjonujących momentach, ale... Niepokoi ta łatwość uderzania w dramatyczne tony, brak psychologicznej podbudowy postaci i powtarzalność tematów w kolejnych książkach. Cóż "Rdza" to nic nowego, nawet chwyt objaśniania tytułu przez bohatera już Małecki stosował.

 

Autor: Jakub Małecki
Tytuł: Rdza
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania:2017

© słowo o słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci