Menu

słowo o słowach

O książkach, książkach i książkach. Czasem o wierszach i filmie.

Dwa lata, osiem miesięcy i 28 dni, Salman Rushdie

a.d.b

2_lata

"Dwa lata, osiem miesięcy i 28 dni" to w sumie 1001 dni. Tytuł jest więc aluzją do arabskich baśni. Szeherezady wprawdzie tu nie spotkamy, ale rozlewność narracji Rushdiego jest typowa dla opowieści orientu. Na poziomie fabularnym "Dwa lata..." są zapożyczoną ze staroperskiego poematu "Hamzanama" opowieścią o wojnie dżinów i ludzi, przeniesioną w czasy współczesne, pełne naszych technologicznych gadżetów, ale opowiadaną z ironią. Narrator bawi się konwencjami arabskiej opowieści, żongluje postaciami i czasami historycznymi, odwołuje do współczesnej kultury, wprowadzając komiksowych bohaterów i aluzje do "Wojny światów" H. Wellsa. Równoległy sposób narracji, cięcia, zmiany ujęć i planów, migotliwość bohaterów przywodzą na myśl korzystanie z techniki filmowej i nowoczesnej formy szybkiego montażu filmowego. Dzięki temu, zastosowanej ironii i galerii zabawnych postaci książkę czyta się nieźle.

Na planie znaczeń najnowsza powieść Rushdiego jest baśnią filozoficzną. Diagnoza współczesności jest trafna, choć niezbyt odkrywcza: problemami współczesnego świata są irracjonalizm i moralny relatywizm, z których wynika wszelkie zło. Źródłem zła są współczesne religie, dogmatyzm, pesymizm, a receptą na uzdrowienie ma być powrót do racjonalizmu Arystotelesa i Awerroesa i łączenie wyobraźni i przymiotów intelektu. Dydaktyzm tych partii tekstu bywa nużący, forma podawcza nie pozostawia miejsca na samodzielność. Nieco lepiej wypadają partie dotyczące multikulturowości i przemiany. W baśni Rusdiego wszystko jest wszystkim. Świat jest zmienny jak przywoływany w opowieści bóg Siwa, tworzone i opowiadane historie wpływają na siebie nawzajem, a ludzie są wędrowcami po morzu opowieści, twórcami i odbiorcami narracji, wydarzeń, historii. Może dlatego Wolterowski zwrot: "uprawiać własny ogródek" zyskuje nowy - pozytywny wymiar. Życie to codzienność, codzienne pielęgnowanie ogrodu, a ogród... ogród jest symbolem życia w "tym najlepszym z możliwych światów".

Jaśnie Pan, Jaume Cabre

a.d.b

janie

Zerwanie z konwencją kryminału jest w tej powieści celowe, nie zbrodnia i śledztwo są tu bowiem istotne. Zatem co? Jaśnie Pan to głos w sprawie moralności, książka o powszechnym - zewnętrznym i wewnętrznym zakłamaniu, o grach pozorów, konwencjach, moralnym bagnie, które znajduje swoje odbicie w duszach bohaterów i na błotnistych ulicach Barcelony. Jaśnie Pan to opowieść o zepsuciu absolutnym, które dotyka Hiszpanii i Barcelony przełomu lat 1799 i 1800. Symbolika daty chyba nie przypadkowa, bo książka staje się przewodnikiem po epoce, zwyczajach, mieście, społeczności. Kogo tu zatem spotykamy? Sędziów, prawników, muzyków, poetów, arystokrację, kler, biedotę i prostytutki. Panorama, która w rzeczywistości ukazuje wspólne cechy wszystkich: niskie żądze, pragnienie władzy, złość, walkę o pozycję, wpływy i pieniądze. Na tym poziomie zło zostaje zdemaskowane jako wspólne dla wszystkich i powtarzalne w czasie jak przywoływane tu mitologiczne opowieści, będące zapowiedzią przyszłych wydarzeń i symbolem powtarzalności kosmicznego porządku. To stale obecne w ludziach zło staje się ich klęską. Przegrywają wszyscy. Tu nie ma zwycięzców.

Wewnętrzny oraz bohatera i bohaterów jest obrazem epoki, stąd wieloosobowa - polifoniczna narracja, podkreślająca temat zła, korupcji i wpływów. Samo tempo opowieści jest niespieszne, narracja rozwleka poszczególne motywy, przypisuje je kolejnym bohaterom, a powroty dominującego tematu są jak wspominane i oglądane gwiazdozbiory. Zaskakująca jest trójdzielna budowa powieści, zorganizowana niemal jak szkolne wypracowanie: wstęp, rozwinięcie i zakończenie, które pozornie nie nawiązuje do początkowego problemu. Czy to sygnał, że wszystko (jak sugeruje historia tytułowego bohatera) podlega przypadkowi, że nawet narrator tu nad niczym nie panuje i jest celowym zabiegiem?

 

Jaśnie Pan J. Cabre to książka skrzywdzona przez wydawcę. Na okładce reklamowana jest jako kryminał, którym nie jest. W efekcie oczekujący akcji, wrażeń, konwencji kryminału poczują się zawiedzeni, a czytelnicy poszukujący literatury innego typu nigdy po tę książkę nie sięgną.

Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne, Mikołaj Grynberg

a.d.b

oskaram_mniejsze

 

Oskarżam Auschwitz to zbiór 24 wywiadów, rozmów prowadzonych przez Mikołaja Grynberga z dziećmi ocalonych z Holokaustu. Stają się one głosem drugiego pokolenia ocalonych i reprezentatywnym obrazem losów całej generacji, ukazanym przy pomocy historii jednostek. Książka Grynberga wpisuje się w nurt literatury wojny, okupacji i Holokaustu, ale jako jedyna objaśnia dlaczego ten nurt literatury nie zamiera, mimo upływu 70 lat od zakończenia wojny. Kolejni rozmówcy M. Grynberga odsłaniają mechanizm dziedziczenia przez pokolenie urodzone po wojnie wojennej traumy, rujnującą silę strachu, ale i emocjonalną pustkę pokolenia rodziców.

W wywiadach niewiele jest bezpośrednich obrazów nazistowskiej przemocy, ale doskonale widoczne są jej konsekwencje. To życie w nieustającym lęku, bezradność i ataki paniki w sytuacjach codziennych, ale nietypowych, to depresje rodziców i ich poczucie upokorzenia. Wszystkim tym sytuacjom towarzyszy odwracanie relacji, to dzieci przejmują opiekę nad rodzicami, a odwrócenie ról wypacza codzienną egzystencję. Innym efektem jest narastanie tajemnicy - ukrywanie prawdy, próba ochrony dzieci przed każdym możliwym złem, choćby wynikającym z wiedzy, co też uniemożliwia normalne życie i relacje. Inność drugiego pokolenia to emocjonalny głód w domach bez uczuć, to życie wyłącznie przeszłością rodziców lub przeciwnie - życie w cieniu tajemnicy, to świat niewypowiedzianych różnic: bez wielopokoleniowych rodzin, domów, miejsc i korzeni, w świecie gdzie stale trzeba siebie definiować od nowa, bo nic nie jest określone jednoznacznie. Wszystko to tym trudniejsze, że zwykle to drugie pokolenie jest zamiast poprzedniego i żyje ze świadomością, że straty są dla rodziców niepowetowane, a dawnych rodzin i miłości nic nie jest w stanie zastąpić. Żyją więc w poczuciu własnej nieadekwatności, braku miłości, w lęku, wśród tajemnic, z dziedziczoną depresją. Często sami muszą w bolesny sposób dochodzić do prawdy, która nie leczy smutku, a jedynie go pogłębia. Żyją w ciszy, która jest tajemnicą. A "kalka o dawaniu świadectwa i kultywowaniu pamięci" przestaje być kalką, frazesem, staje się żywa i zrozumiała w kontekście rodzinnych opowieści i poszukiwaniu korzeni. 

To drugie pokolenie dziedziczy traumy i depresję i uważa, że to właśnie jest przejawem zwycięstwa nazizmu i Holokaustu. Ta gorzka prawda "to jest właśnie kwintesencja drugiego pokolenia. Nie ma do kogo się odezwać, bo wokół jest pusto. To jest mój Holokaust. Odziedziczona pustka"(s.99).

"Oskarżam... " to lektura zawsze obowiązkowa, ku przestrodze, by w porę przeciwdziałać, rozpoznać mechanizmy, zrozumieć innego...

Atlantyda. Opowieść o Wielkim Księstwie Bałaku, Andrzej Chciuk

a.d.b

atlantyda

 

Na historię składają się nie tylko daty, ale i klimat czasów, miejsc i zdarzeń. Książka A. Chciuka świetnie oddaje atmosferę przedwojennego Drohobycza, co szczególnie cenne dla tych wszystkich, którzy znając Drohobycz współczesny, nie mogą zrozumieć mitu kresowej "metropolii". "Wielkość" Drohobycza i Borysławia tu objawia się w pełnej krasie.
Cudowna jest powieściowa galeria postaci,obrazki codziennego życia, koloryt drobnych i większych wydarzeń i humor, z jakim autor przedstawia dawny świat w jego czysto ludzkim wymiarze. Pierwsze rozdziały to fajerwerki humoru i obrazki młodzieńczej, "ułańskiej" fantazji, a wszystko to opowiedziane z werwą i zachowaniem lokalnego kolorytu i języka. Doskonale czyta się te drohobyckie historie zapisane w ówczesnym  języku, przy okazji odkrywając kresowe pochodzenie licznych zwrotów, które weszły do ogólnego obiegu, o czym się nie wiedziało (co za sztemp). Swoboda języka i swoboda wspomnieniowej narracji niemal magicznie przenoszą czytelnika do zakurzonego Drohobycza i jego skomplikowanej, barwnej, wielonarodowościowej kultury. Należy jednak pamiętać, że książka jest pamiętnikiem i wspomnieniem, nie dziełem stricte historycznym i nie zawsze można ściśle polegać tu faktograficznej pamięci autora.

Bez opamiętania, Lena Andersson

a.d.b

bezopamietaniabiext27110726

Bez opamiętania Leny Andersson jest gorzka, bo prawdziwa. Nie czyta się jej łatwo, jest dusząca i gęsta. Rani zwięzły, mocny i trafny język powieści, jej ironia i uszczypliwa gorycz. Odwieczny temat nieszczęśliwej miłości otrzymał nową oprawę, tak dobrą, że męczy czytanie o cierpieniu, tak jak męczy samo cierpienie. Czytelnik zostaje tu zmuszony do współodczuwania, co jest dowodem wyjątkowej klasy pisarza.

Powieść Andersson to zapis obsesji miłosnej i wnikliwe studium samooszukiwania się głównej bohaterki - Ester Nilsson. Fabuła szwedzkiej powieści jest niezwykle prosta: młoda, 30 letnia intelektualistka zakochuje się w artyście - Hugonie Rusku. Zakochuje się tak, jak nastolatka zakochuje się w uwielbianym idolu, aktorze czy gwieździe rocka. Paradoksalnie Ester zakochuje się odkrywając wtórność i intelektualną miałkość podziwianego artysty, powtarzalność stosowanych przez niego form i tematów, tak jakby miłość koniecznie musiała unicestwić cały rozsądek. Racjonalizm nie staje się lekiem, pomaga jedynie dokładnie analizować etapy obłędu i zapisywać "kolejne fazy destrukcji" i przemianę miłości odrzuconej w obsesję. 

Powieść jest brutalnie szczerym i obnażającym prawdę zapisem powracających obsesyjnie myśli, drobiazgową analizą stanów i emocji, zapisem cierpienia osoby zakochanej, która nie umie się uwolnić, bo stale karmi się złudną nadzieją. W pewnym sensie powieść jest też książką o autodestrukcji, zapisaną jako niekończący się monolog w głowie głównej bohaterki, precyzyjnie oddający mieszankę uczuć, wręcz chaos emocjonalny i pozwalający odczuć natręctwo myśli, błędne odczytywanie spojrzeń, gestów, stające się pożywką dla złudzeń. Nadzieja jest tu jak uzależniający i niszczący narkotyk, jak (wedle słów samej narratorki) pasożyt , który karmi się życiem i niszczy swojego żywiciela.

Zderzenie pary głównych bohaterów to zderzenie przeciwieństw. Ona - to intelektualistka i specjalistka od nazywania otaczających ją zjawisk, dumna z precyzji wypowiedzi i opanowania, trwająca w beznamiętnym związku który, nie odrywa jej od intelektualnych rozważań. On - to artysta-egocentryk, skupiony jedynie na sobie, ludzi traktujący instrumentalnie, bez skrupułów korzystający z przywilejów i uroków artystycznego światka, łamiący zasady moralne don juan, angażujący się w równoległe związki, kreujący przy tym siebie na krystaliczną postać i artystę społecznie zaangażowanego. Wcześniejszy pusty związek Ester jest kluczem pozwalającym zrozumieć powstanie obsesji. Zakochana Ester traci swój "dar słowa", odczuwa "okropny dystans między myślą a słowem, wolą i sposobem jej wyrażania, rzeczywistością i nierzeczywistością". A jednak to co oddaje w książce jest przejrzyste i przejmujące.
Olśniewająca jest stylistyczna spójność tej powieści i precyzyjne dopasowanie języka do bohaterów, którzy go używają.

© słowo o słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci