Menu

słowo o słowach

O książkach, książkach i książkach. Czasem o wierszach i filmie.

Intryga miłosna, Jeffrey Eugenides

a.d.b

Eugenides_Intrygamalzenska_500pcx1

 "Forma powieści osiągnęła apogeum wraz z rozwojem intrygi małżeńskiej i nigdy się nie podniosła po jej zaniku. W czasach kiedy życiowy sukces zależał od mariażu, a mariaż zależał od pieniędzy, powieściopisarze mieli o czym pisać. (...) Równość płci, korzystna dla kobiet, dla powieści już tak korzystna nie była. A rozwód całkowicie ją zgubił".

J. Eugenides włożył tę kwestię w usta jednego z drugoplanowych bohaterów swojej "Intrygi małżeńskiej"- uniwersyteckiego profesora, ale sam kwestionuje te założenia. Cała "Intryga" jest polemiką z tą tezą, począwszy od narracji, konsekwentnie utrzymanej w staroświeckim, wiktoriańskim stylu, przez temat mariażu, aż po teorie dekonstrukcjonistów przytaczane i sugerowane w powieści. Dla Eugenidesa literatura to gra, a grą jest tu wszystko, forma powieści, przeżycia bohaterów, teorie literackie, filozoficzne i intelektualne.


Troje głównych bohaterów to studenci amerykańskiego Uniwersytetu Browna, wkraczający w dorosłość, poszukujący celu i sensu życia w religii, miłości i pracy intelektualnej. "Intryga małżeńska" to temat pracy licencjackiej Madeleine, ale i znak, że w jej życiu także powtórzy się historia intrygi z wiktoriańskich powieści, które czytuje. Wprowadzony przez Eugenidesa trójkąt obala tezę, że upadek intrygi małżeńskiej to koniec powieści. Irracjonalne decyzje Madeleine, która na przekór zdrowemu rozsądkowi wychodzi za chorego na chorobę dwubiegunową Leonarda, odrzucając Mitchela są nowym otwarciem dla powieści postmodernistycznej. Motyw choroby psychicznej Leonarda jest zresztą najciekawszą częścią powieści, głównie ze względu na to, jak płynna jest granica pomiędzy chorobą a zdrowiem. Normy dotyczące zdrowia psychicznego są przecież umowne. Istotne jest natomiast pytanie o to, czy chce się wyzdrowieć, czy nie i czy choremu można pomóc. W powieści oczywiście brak odpowiedzi na te pytania, ale i na pytania o miłość.


Wątek obyczajowy został (z racji miejsca wydarzeń)  spleciony z uniwersyteckim dyskursem, jednak dla czytelnika, który nie jest znawcą teorii literatury może to być tylko nużący popis erudycji. Dla filologów z kolei to zaproszenie do udziału w literackiej grze.

 

Anatomia zbrodni, Val McDermind

a.d.b

40453509_1_74363701262ksjpg_200x298_FFFFFF_pad

 

Val McDermind to autorka poczytnych kryminałów, która tym razem występuje w nietypowej roli historyka i badacza technik kryminalistycznych. "Anatomia zbrodni" nie jest jednak ciężkim, historycznym opracowaniem na temat rozwoju kryminalistyki. W opowieści o odkryciach w danej dziedzinie szkocka autorka wplata historie konkretnych dochodzeń i rzeczywiste zastosowania w sądzie nowych  zdobyczy detektywistycznych. Każdy z 12 rozdziałów poświęcony jest innemu zagadnieniu, od daktyloskopii po profilowanie psychologiczne i wszystkie one zderzają naszą wyobraźnię i "wiedzę" wyniesioną z czytanych i oglądanych kryminałów z rzeczywistością, czyli rzetelną wiedzą i realistycznym, praktycznym podejściem do (zwykle konkretnej) sprawy.  Książka jest więc cennym źródłem wiedzy, choć nie jest to wiedza szczegółowa.
Jak czyta się "Anatomię zbrodni"? Wciąga pokonywanie własnej ignorancji, ciekawią zastosowania prezentowanych metod badawczych, fascynują omawiane jako przykłady przypadki.

Dobrze się myśli literaturą, Ryszard Koziołek

a.d.b

dobrze

 

 

"Literatura to jedyne sny,
których nie śnimy samotnie"
Ryszard Koziołek

 

"Dobrze się myśli literaturą". Szczególnie w towarzystwie Ryszarda Koziołka dobrze się myśli literaturą, chociaż zawsze czyta się emocjami. Czytanie emocjami to myśl przewodnia tego zbioru esejów, choć myśl ta jest niemal prowokacją  w kontekście fachowości wywodu literaturoznawcy klasy  prof. Koziołka. Ta fachowość i rzeczowość specjalisty nie jest jednak przytłaczająca. Czytelnik wprawdzie nie może sobie pozwolić na momenty dekoncentracji przy lekturze tych tekstów, ale nie jest zmuszony przedzierać się fachowy i pseudonaukowy żargon literaturoznawców. "Dobrze się myśli..." to ciągle jednak ambitna lektura, także w założeniu, bo obejmuje autorów od Kraszewskiego (doskonały esej zresztą), przez Sienkiewicza, Prusa, Orzeszkową, aż po Karpowicza i jego "Sońkę". Zakres tematyczny i czasowy zatem imponujący.

Zgodnie z tytułem całości prof. Koziołek wykorzystuje literaturę do myślenia i stwierdza wręcz, że literatura służy do odczytywania świta. Jednak nie tego fikcyjnego świata, wykreowanego w powieści, czy świata przeszłości, a tego, który nas otacza. Literatura jest bowiem pretekstem do myślenia o świecie i podstawą tego myślenia, narzędziem poznania, porównania, a bywa że i oceny. Komentarze prof.Koziołka mistrzowsko odpowiadają więc na pozornie najbanalniejsze, w rzeczywistości najtrudniejsze pytanie: "Co to znaczy?" I w którym z najdoskonalszych ze światów to znaczy?

Skucha, Jacek Hugo-Bader

a.d.b

skucha

"Skucha" Jacka Hugo-Badera to taki reportaż, nie reportaż. To zapisy rozmów z działaczami Solidarności sprzed stanu wojennego i po nim. Bohaterów jest kilku, a raczej kilkoro, ale dominuje Jacek Hugo-Bader, co uważam za największą skuchę tej książki.  Przesunięty środek ciężkości czyni z Badera głównego bohatera własnego reportażu, a powinni być nimi jednak  jego rozmówcy.

Wypowiedziom bohaterów, ich sposobom budowania zdań, wtrącania przekleństw i w końcu skomplikowanym losom reportaż Badera zawdzięcza niezłe tempo i pazur. Sami bohaterowie są jednak dobrani "pod klucz", którym jest tytułowa skucha. Skucha, czyli potknięcie w dziecięcej zabawie, tu osiąga już rozmiary życiowych katastrof. Żaden z bohaterów nie ma szczęśliwego, czy choćby normalnego życia, wszystkie te biografie naznaczone są skuchą - klęską. I nie o polityczne klęski tu chodzi. Bader nie analizuje mechanizmów władzy, nie przedstawia zasad działania Solidarności, czy przyczyn późniejszego rozpadu obozu antykomunistycznego. Nie tworzy też pomnikowych biografii i mitów. Jego bohaterowie są prawdziwi i żywi, opowiadają prywatne historie, bolesne, często jest to grzebanie w brudach i rozdrapywanie ran. Ale to opowiadanie nie oczyszcza, niczego też nie tłumaczy, a jedynie ilustruje skuchę - klęskę. "Skucha" pokolenie Kolumbów rocznik 50, jak Bader nazwał działaczy Solidarności, kreuje na zmarnowane, stracone pokolenie, dokładnie jak pokolenie Kolumbów rocznik 20 i często z nimi zestawia. I to bodaj jedyne tu zapędy mitotwórcze autora.

Książka rozczaruje poszukujących  wiedzy historycznej, czy politycznej i wielbicieli mitów, legend i patosu. Usatysfakcjonuje wielbicieli stylu baderowskiego i Badera w roli głównej, czytelników literatury faktu i być może część czytelników prozy obyczajowej.

Brawa należą się Marcie Ignerskiej za projekt graficzny okładki. Chapeau bas.

 

Nagle pukanie do drzwi, Etgar Keret

a.d.b

nagle_pukanie

 

Etgara Kereta nie czytuje się dla urody języka, a dla humoru i absurdu, jakimi przesycona jest jego proza. "Nagle pukanie do drzwi" to 38 krótkich, absurdalnych historii, zapisanych, potocznym językiem. Urok tych opowiadań tkwi w nieposkromionej wyobraźni Kereta. Codzienne, zwyczajne sytuacje przeradzają się w dowcipne historie, zwykle z elementem zaskoczenia, np. zamek błyskawiczny pod językiem. Tego, co za chwilę nie sposób przewidzieć.

Tym, co łączy wszystkie opowiadania jest Izrael, a raczej współcześni Izraelczycy i ich codzienne sprawy. Bohaterowie nie są piękni. Mają brzydkie cechy: chciwość, zazdrość, tendencje do zdrady i przemocy, ale są ukazywani z ironicznym dystansem. To też ludzie z kłopotami, którzy marzą o lepszym życiu, pogubieni, smutni i nie pasujący do świata. Dokładnie tacy jak sam autor, który umieścił siebie w pierwszym opowiadaniu i przedstawił w zapaści twórczej i piszącego jedynie ze względu na obecność draba, który wygraża mu bronią. Takie wolty są i w pozostałych opowiadaniach, bo Keret to mistrz krótkiej formy, absurdu i mocnej, ironicznej puenty.

© słowo o słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci