Menu

słowo o słowach

O książkach, książkach i książkach. Czasem o wierszach i filmie.

Przebaczenie, Lawrence Osborne

a.d.b

przebaczenie1

 

Po wydaniu "Przebaczenia" Lawrence Osborne został ogłoszony bodaj największym obok Houellebecq'a współczesnym moralistą. I rzeczywiście powieść serwuje pesymistyczną wizję świata, a w swojej nachalności dydaktycznej ociera cię o moralitet.

Akcję "Przebaczenia" osadził Osborne w Maroko, którego, mam wrażenie, nie zna. Ogranicza się do wzmianek o upale, burzach piaskowych, wymienia z dwie lokalne nazwy i całkowicie spłaszcza dla Europejczyka zagmatwany kulturowo i obyczajowo świat, gdzie u bram Sahary w rzeczywistości styka się kilka nacji i kultur, nie tylko islam i chrześcijaństwo. Dominującym - jedynym kolorytem tego regionu jest u Osborne'a bieda. Jak na moralitet przystało jest i przeciwny biegun - bogactwo, tu jednoznacznie utożsamione z zepsuciem. Cała historia osadzona jest na zderzeniu tych dwu światów: nędzy i walki o przetrwanie i rozpasanego użycia, a rozpoczyna się od dosłownego zderzenia, wypadku samochodowego, w którym ginie młody Marokańczyk, Dris. Ciało chłopaka brytyjscy turyści zabierają w głąb kraju, na przyjęcie, na które zostali zaproszeni. Mają przy tym nadzieję, że sprawa zostanie zatuszowana i w pewnym sensie tak się dzieje. Lokalna policja umywa ręce, pozostaje jedynie po cichu załatwić sprawy z rodziną zmarłego. 

Ten zalążek akcji jest dla autora pretekstem do pokazania organizowanych przez parę gejów przyjęć, na których króluje alkohol, narkotyki i sex bez zobowiązań. Przez scenę przewijają się bogaci utracjusze, reprezentanci zepsutego świata, charakterystyczni, ale płasko - jednowymiarowo sportretowani, sprowadzeni do blichtru, banału i wad. W tych partiach powieści przeważają opisy wyszukanych potraw i zastawy i miałkie rozmowy bawiącego się towarzystwa. Równie jednowymiarowy jest obraz biednego Maroko, gdzie wszystkie siły koncentruje się na pieniądzu i nawet śmierć syna ma wymierny finansowy aspekt. Świat "Przebaczenia" jest czarno-biały.

W efekcie nie ma tu miejsca na prezentację dialogu kultur, obrazu wzajemnych wpływów i tarć , czy rzeczywiste podejście Marokańczyków do zagranicznych turystów. Temat został strywializowany, podobnie jak przeżycia i przemyślenia Davida, sprawcy wypadku, przymusowo odbywającego "pokutną " podróż do wioski rodziny zmarłego, jego żony i pozostałych bohaterów. To zresztą typowe dla powieści z tezą, a ta się do nich zalicza.

 

Ballada o drobnym karciarzu, Lawrence Osborne

a.d.b

ballada_o_karciarzu

 

W obu wydanych w Polsce książkach Osborne sportretował współczesną cywilizację i jej mit bogactwa. Nic się nie zmieniło od czasów Midasa- mit złota wyniszcza, a pożądający go wypadają poza nawias społeczeństwa.

Tytułowym drobnym karciarzem jest "lord" Doyle, w którego arystokratyczne pochodzenie nikt nie wierzy, ale też nikt tego nie okazuje, bo Chiny, gdzie rozgrywa się akcja powieści to świat ukłonów i zwyczajów nieco innych niż w Europie, skąd Doyle pochodzi. Osborne nie portretuje jednak prawdziwych Chin, a kasyna Makao, stworzone dla zagranicznych gości, uwodzące pozorami bogactwa i przepychu w najniższym guście. Tło, czyli kasyna i hotele są drobiazgowo przedstawione, opisy oddają klimat tych miejsc, pozwalają odczuć, chwilami bardzo mocno, atmosferę blichtru, tłoku, pędu ludzi i przepływu pieniądza. Z podobną pieczołowitością potraktowani są ludzie, ich wygląd, zachowanie, motywy, reakcje. Nie umykają uwadze narratora nawet takie detale jak włosy, które zostały na poduszce i reakcje, jakie ten widok wzbudza u Doyla. Takie portretowanie i przestrzeni, szczególnie zamkniętej, i wąskiej grupy ludzi przywodzi na myśl naturalizm. "Ballada..." jest bowiem portretem patologicznego środowiska i pojedynczego hazardzisty, wyrzutka społecznego, dążącego do upadku.

Nie jest to pierwszy w literaturze portret człowieka uzależnionego od hazardu, ten jednak różni się znacząco od kreacji Dostojewskiego w "Graczu", czy Cypkina "Lato w Baden" [ http://slowooslowach.blox.pl/2015/07/Lato-w-Baden-Leonid-Cypkin.html ], który opiera się na dzienniku Anny Grigoriewny. Bohaterowie, czy też może Dostojewski, ukryty w obu powieściach walczy o pieniądze, szacunek, godność, podczas gdy bohater Osborne'a od pewnego momentu już nie marzy o "zarobieniu" na emeryturę, a pragnie autodestrukcji, chce przegrywać, nie wygrywać. Urzeka go balansowanie na granicy upadku, przy okazji zdradza jednak mechanizmy uzależnienia własnego i innych graczy. Niezrozumiałe, nielogiczne postępowanie bohaterów tłumaczy stale obecne w grach hazardowych poczucie niepewności, które wiąże się z wysokim poziomem adrenaliny. Ekscytuje też nieprzewidywalność nagród, czyli w tym przypadku wygranych, co jak podkreśla współczesna psychologia jest kluczowym czynnikiem uzależnienia, ale i wychowania.

Stany ekscytacji Doyla i innych uwydatnia zapis przeżyć i myśli, chwilami utrzymany w bardzo szybkim rytmie, na granicy hipnotycznego transu. Nawet nieznający świata kasyn i zasad gry czytelnik tonie w tym deliryczno-hipnotycznym świecie dzięki detalom, opisom gier, oddanemu w narracji rytmowi życia. Autodestrukcji na planie finansowym odpowiada autodestrukcja moralna, całkowity upadek jednostki i cywilizacji. Pesymizm podsyca też opowieść o buddyjskich pośmiertnych krainach, gdzie " każda kraina odzwierciedla postępowanie w poprzednim życiu". (s.99) Królestwo głodnych duchów, odpowiednik chrześcijańskiego piekła to Makao. Odczytanie powieści Anglika w tym kontekście może narzucać tytułowa aluzja do ballady, jako gatunku, w którym programowo wręcz pojawia się nuta tajemniczości i obecność zjawisk nadprzyrodzonych.

Ścieżki Północy, Richard Flanagan

a.d.b

cieki_pnocy

 

Ze względu na nasze usytuowanie w centralnej Europie niewiele wiemy o wydarzeniach II wojny światowej, które rozgrywały się w Afryce, czy jeszcze dalej - na Pacyfiku. To, co do nas dociera, to tylko strzępy informacji lub upiększone filmowe wersje w stylu "Mostu na rzece Kwai". W powieści Richarda Flanagana brak upiększeń, jest ona bezwzględnie prawdziwa i brutalna w brzydocie opisów ran, błota, chorób, agonii. Bohaterowie "Ścieżek..."są żywi i pełnowymiarowi, każdy jest osadzony choćby w części, w jakimś wycinku własnej biografii: historii swojego nazwiska, dziejach emigracji rodziny, każdy też otrzymuje jakiś rys charakterystyczny. Dzięki temu opisy dotyczą jednostek, nie tłumu, są szczegółowe, skrupulatne, różnorodne. Dramat tych ludzi jest przejmujący, historia pod piórem Flanagana ożywa, przeraża i ani na chwilę nie staje się statystyką. Przed takim losem historię budowy 415 km linii kolejowej z Bangkoku do Rangunu w Birmie chroni też brak patosu. Obok pięknego, pełnego metafor języka jest też miejsce na dosadne, naturalistyczne opisy, rubasznym żartom towarzyszy nierzadko głęboka refleksja, obok przyjaźni i poświęcenia widzimy egoizm, miłości stale towarzyszy zdrada. Chaos? Wprost przeciwnie, niezwykły kunszt językowy i człowieczeństwo w pełnym wymiarze, bo przecież ludzie są aż tak skomplikowani.

Głównym bohaterem "Ścieżek Północy" jest Dorigo Evans, w cywilu człowiek słaby, wątpliwej moralności, w obozie jenieckim heros, który nie chciał być bohaterem, a tylko okoliczności go do tego zmusiły. Robił to, co robić musiał, mimo że nie miał ochoty. Siłą i słabością Evansa była miłość do Amy, żony wuja. Ta rozbita na fragmenty historia miłosna ma dojmująco smutne zakończenie. Jest jak czytany w obozie romans, z którego ktoś wyrwał kilkanaście ostatnich kartek, więc happy endu nie będzie.

Ostateczna wersja "Ścieżek Północy" to szósta wersja powieści. Pięć poprzednich autor zniszczył, by po 12-u latach pracy oddać do druku arcydzieło, które dedykował więźniowi 335- swojemu ojcu. To dzięki jego wspomnieniom powieść zyskała głęboko ludzki wymiar, choć zło jest tu wszechobecne. A refleksja o złu przychodziła jak zawsze po czasie.

"Ścieżki Północy" to także tytuł japońskiego arcydzieła autorstwa Bashō. Haibun (połączenie prozy i haiku) z XVII w. Flanagan nazwał w jednym z wywiadów zenitem japońskiej kultury. Misterne, wysublimowane poezje Bashō i Issy w powieści Flanagana chętnie cytuje jeden z najokrutniejszych oprawców. I tak oto rygoryzm japońskiej kultury wciela się i w potworności wojny, i w kunsztowne poezje. Nic w tej powieści nie jest czarno białe.

Pokój, Emma Donoghue

a.d.b

pokj1

Jeżeli "Ziemia to ziarnko, naprawdę nie więcej" (Cz. Miłosz "Przypowieść o maku") to czym jest tytułowy pokój, w którym uwięziono porwaną 19-letnią studentkę?

"Pokój" rozpoczyna się w momencie, kiedy urodzony w pokoju syn dziewczyny kończy 5 lat. Poznajemy codzienne życie pary bohaterów w ciasnej przestrzeni pokoju - więzienia, zabawy, posiłki, rutynę dni. Narracja prowadzona jest z perspektywy 5-letniego Jacka. Ten chwyt narracyjny daje znakomite efekty. Po pierwsze: stale widzimy świat oczyma dziecka, więc to wszystko, co dla nas było naturalne staje się ponownie objawieniem i wprawia w zdumienie. Po drugie: pięcioletni narrator, dzięki swojej naiwności i nieznajomości i świata, i części konwencji odświeża język, wprowadzając gry językowe, żarty, momenty zdumienia, gdy znaczenia dosłowne rozmijają się z metaforycznymi, a dorosły czytelnik ma okazję te konwencje dojrzeć, bo je sobie uświadamia. W tym miejscu należy oddać sprawiedliwość nie tylko autorce powieści, ale i tłumaczce, Ewie Borówce - język jest wspaniały, zaskakująco świeży i czytającemu (w wersji audiobooka) Wojtkowi Chorążemu, który zrobił z nagrania istny popis możliwości interpretacyjnych i aktorskich. Po trzecie: osadzenie w roli narratora dziecka pozwala ominąć niebezpieczne rafy opisywania scen przemocy. Czytający może w oparciu o własną wiedzę i znajomość świata uzupełniać informacje. To co dla dziecka jest zasypianiem przy akompaniamencie skrzypiącego łóżka matki dorosły uzupełnia, niewiele jest tu jednak momentów bezpośredniego pokazywania przemocy. Dyskretnie sugerowane są także konsekwencje długotrwałej izolacji bohaterów np. szczególny rodzaj przywiązania matki i syna, problemy chłopca, wychowanego w ciasnej przestrzeni z oceną odległości czy problemy z chodzeniem po schodach.

"Pokój" to bardzo specyficzna książka, będzie wzbudzać skrajne emocje, zachwyt lub głęboką niechęć, ale nie letnie emocje. Gwarantuje to i temat, i język, i narracja.  

 

Klimaty, Andre Maurois

a.d.b

klimaty

 

"Klimaty" Andre Mauroisa to świetna powieść psychologiczna, w rzeczywistości zbudowana z dwu odrębnych historii miłosnych, które łączy postać głównego bohatera. Powieść jest analizą stanów psychicznych bohaterów, sposobów przeżywania miłości i zmian jakie zachodzą pod jej wpływem. Ukazuje odmienne sposoby przeżywania miłości - stąd też liczba mnoga w tytule.

"Klimaty" to dwie opowieści o miłości i zazdrości, przy tym obie opowieści powiązane są z sobą na zasadzie lustrzanego odbicia. Obie historie łączy główny bohater - Filip. On sam się zmienił, historia jednak jest ta sama: jest tylko zwierciadlanym odbiciem emocji. Filip może się wydawać osobą niezdolną do przeżywania miłości, albo raczej do czerpania szczęścia z miłości. W rzeczywistości dochodzą tu jednak do głosu schematy, te same, jednak zawsze nieco inaczej realizowane w kolejnych odsłonach. "Choroba" Filipa, wychowanego w chłodnej atmosferze rodziny z zasadami, to pragnienie całkowitego zespolenia z ukochaną. Stan nieosiągalny, jak widać w pierwszej historii, i równocześnie dla osoby wychowanej w emocjonalnym chłodzie odpychający, jak pokaże druga historia. Pierwsza jest doskonałą ilustracją powszechnego przekonania, że przeciwieństwa się przyciągają. Nic bardziej mylnego, zderzenie milczącego i wyizolowanego mężczyzny i kobiety kochającej życie towarzyskie prowadzi do nieuchronnej katastrofy. Także drugi popularny obecnie "mit dwu połówek jabłka", widoczny już u Mauroisa w rzeczywistości jest szkodliwy. Traci zawsze ta osoba w parze, która dąży do całkowitej, symbiotycznej bliskości. Nadmierna bliskość odcina od zewnętrznego świata i prędzej czy później zaczyna komuś ciążyć. 

Bohaterów powieści francuskiego pisarza cechuje emocjonalna niesamodzielność, własnego szczęścia poszukują gdzieś poza sobą, w innych i to wymarzone szczęście jest bardzo ulotne, a poszukiwanie go staje się pogonią za ułudą. Równocześnie nie dostrzegają oni tego, co jest bliskie, naturalne i dostępne, koncentrując się na niedostępnym i nieosiągalnym. Taki wzorzec miłości, anachroniczny, bo propagowany w dobie romantyzmu zdominował postrzeganie miłości. Obiekt miłości musi być nieosiągalny, a miłość nieszczęśliwa, bo to romantyczne i wzniosłe, a zwyczajność,normalność jest wedle tej mody taka banalna. I my i bohaterowie Mauroisa odczuwamy więc stale niezaspokojenie uczuciowe i na przekór zdrowemu rozsądkowi domagamy się swojej "połówki jabłka", zamiast ...

To zagęszczenie emocji oddaje wspaniały, subtelny język powieści. Przeżycia bohaterów są dramatyczne w swojej istocie, choć wyrażane w sposób, jak na te przeżycia bardzo stonowany.

© słowo o słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci