Menu

słowo o słowach

O książkach, książkach i książkach. Czasem o wierszach i filmie.

Bura i szał, Aleksandra Zielińska

a.d.b

bura

 

Zielińską fascynuje szaleństwo, głosy, omamy, życie podporządkowane chorobie: lekom i lawinie halucynacji na zmianę. "Bura i Szał" to w pewnej mierze kontynuacja tematu z "Przypadku Alicji". I tu i tam dostajemy historię choroby.

Bura, która już chyba nawet nie pamięta swojego imienia, bo nikt nie zwraca się do niej inaczej, wraca do rodzinnego domu w czasie szalejącej burzy. Burzy tak gwałtownej, że giną ptaki rzucone wiatrem o okna. I już ten początek, niemal jak z horroru, zapowiada powrót szału.

Historię Bury poznajemy stopniowo. Narratorką jest ona, szalona Bura, która zmienia tematy opowieści, powtarza frazy jak dziecięce wyliczanki, rytmizuje całe fragmenty swojej opowieści, by po chwil urwać wątek. Mocną stroną powieści jest właśnie język, ale Bura myli też tropy, wodzi czytelnika na manowce, daje błędne wskazówki i bezbłędnie gra niedopowiedzeniem. Narracja się rwie, kluczy, powraca, ale w końcu poznajemy historię w całości, choć pewności czy jest prawdziwa mieć nie można. Może jest, a może jest tylko wytworem chorego umysłu?

Przydomek Bura rzekomo pochodzi od koloru włosów, który jest bury i nijaki, ale bura to też reprymenda, a tych dziewczyna musiała się w życiu nasłuchać nie raz i nie dwa. Źle traktowana przez ojca, nie lepiej przez matkę, żyjąca w cieniu udanej (według rodziców) i złośliwej siostry Bura szaleje.  Lista tych, którzy zawinili jest zresztą dużo dłuższa, obejmuje niemal wszystkich. Czy to złe traktowanie było przyczyną choroby, czy choroba powodem fatalnego traktowania? Tak czy inaczej jedyne co Burę spotkało to wykluczenie i właśnie w nim i traumie z dzieciństwa można by szukać źródeł choroby.

Książka broni się mimo wyeksploatowanego tematu. Nie sposób jej zarzucić banału, jest ciekawa, dopracowana kompozycyjnie i językowo i tym razem bez aluzji do "Alicji w krainie czarów".

 

Autor: Aleksandra Zielińska
Tytuł: Bura i szał
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2016

 

Głos góry, Yasunari Kawabata

a.d.b

gos_gry

 

"Głos góry" budzi starzejącego się Shingo, ale nie jest to jedyny głos. Dołącza do niego głos samego Shingo, dla którego "głos góry" jest zwiastunem śmierci. Przepowiedni towarzyszą powracające sny o zmarłych, ich echem są interpretacje nestora rodu Ogata i codzienne sprawy, często niełatwe, które dotyczą jego i jego rodziny.

Wbrew rozpowszechnionej opinii, życie w Japonii to nie tylko praca i karoshi, to też, a może przede wszystkim, chwile kontemplacji i refleksji. Kwitnące wiśnie i ich opadające na trawnik płatki czy ogromny kwiat słonecznika przykuwają uwagę bohatera. Las na horyzoncie, ptaki, kwiaty są źródłem zachwytu, refleksji i tematem rozmów.

Shingo rozmawia głównie z młodą synową. Dziewczyna jest dla niego uosobieniem piękna i wdzięku, więc właśnie jej pokazuje swój świat. Troska teścia ma być też osłodą nieszczęśliwego małżeństwa Kikuko z Shinuo. 62-letni ojciec czuje się odpowiedzialny nie tylko za błędy syna, unieszczęśliwiającego młodziutką żonę, ale i za los córki, której małżeństwo się rozpadło. Codzienne troski i codzienne zajęcia to jedno, problemy z pamięcią, zapowiadające rzeczywisty kres, to drugie. Oba tematy współgrają i są subtelnie przedstawione w prozie japońskiego Noblisty.

Między wierszami można przeczytać o historii Japonii, zwłaszcza o konsekwencjach udziału w II wojnie światowej i przemianach społecznych i obyczajowych, które nastąpiły po przegranej. Jedną z ofiar jest Shinuo. Przeżył wprawdzie wojnę, ale zmieniła go ona radykalnie. Wojna dotknęła też kobiety, zabierając mężczyzn i zmieniając porządek świata. Konsekwencje tej zmiany są widoczne, choć przedstawiane głównie w tle.

Kawabata nie dramatyzuje. Mimo trawiącego Shingo niepokoju o bliskich, przedstawia sytuację z opanowaniem godnym buddyjskiego mnicha. Przemijanie życia obrazują subtelne symbole, a codzienność jest jak obraz płynących chmur odbity w spokojnych wodach jeziora.

Autor: Yasunari Kawabata
Tytuł: Głos góry
Tłumaczenie: Ewa Szulc
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania: 1982

Robinson w Bolechowie, Maciej Płaza

a.d.b

robinson

 

Wydany w 2016 "Skoruń" wzbudzał zachwyt i nie pozostawiał wątpliwości co do klasy pisarza, choć była to pierwsza książka Macieja Płazy. Druga - "Robinson w Bolechowie" tę klasę potwierdza.

Akcja "Robinsona ..." jest rozpięta pomiędzy Bolechowem a Poznaniem, ale przeważa Bolechów - wieś podzielona na trzy strefy: wieś gospodarską, pegeer i górujący nad nimi hrabiowski pałac. Historia rozpoczyna się przed wybuchem II wojny światowej i zostaje doprowadzona do współczesności. Obejmuje więc szmat czasu i ukazuje przemiany społeczne, które siłą rzeczy w tak długim okresie czasu muszą mieć miejsce. Struktury świata zmieniają się jednak tylko pozornie, w rzeczywistości pozostają stałe. Rewolucje i zmiany to tylko zmiany miejsc, sam schemat podziału na elity i resztę pozostaje nienaruszony i ta nienaruszalność struktur społecznych jest w Bolechowie świętością. Po wojnie pałac zostaje przekształcony w muzeum, a miejsce nieżyjącego już hrabiego zajmuje kustosz, przejmując nie tylko ocalałe zbiory i część prywatnych rzeczy hrabiego, ale i jego pozycję.

Sztuka odgrywa w powieści niebagatelną rolę. Nie tylko kolekcja hrabiego, dla ratowania której ryzykowano życie, istotny jest też proces twórczy. Główny bohater jest malarzem, wychowanym przez dziadka kustosza i matkę, także zajmującą się sztuką. Z perspektywy Roberta pokazywany jest świat - wielka pracownia malarska pełna zmieniającego się światła, kolorów, faktur i ludzi, portretowanych na obrazach. Wieś Roberta to ludzie, sąsiedzi i ich gospodarstwa, praca, nie sielskie obrazki rodem z wyimaginowanej arkadii. Chłopska wieś pojawia się głównie na obrazach i przy okazji malowania, a to wystarczy, bo Robert to malarz realista, jak jego "pierwowzór". Nieprzypadkowo obraz Andrew Wyethe'a trafił na okładkę książki. Życie książkowego Roberta jest inspirowane biografią malarza, obrazy Roberta to obrazy Wyethe'a, a portretowana przez Amerykanina Helga w powieści staje się Urszulą.

Urszula to tajemnica. Obiekt fascynacji i obserwacji, modelka, osoba nieodgadniona. W "Robinsonie..." ona i matka głównego bohatera to postaci najbardziej tajemnicze, enigmatyczne, urastają wręcz do symboli niepoznawalności i innych ludzi, i życia. Obie, mimo że utkane z tajemnic i niedopowiedzeń, są wyraziste, pełnowymiarowe, wspaniałe, a zagadka pozostaje nierozwiązana. Odpowiedzi, podobnie jak we wcześniejszym "Skoruniu", można się jedynie domyślać, z prostej przyczyny: historia rodziny jest opowiadana przez Roberta i z jego perspektywy, jest więc też opowieścią o rodzinnej tajemnicy, o której nikt z nim nie chce rozmawiać. Ale to też opowieść o dojrzewaniu artysty. Nie sposób ocenić czego tu mniej, a czego więcej, bo wszystkie wątki splatają się, przenikają wzajemnie, uzupełniają i wpływają na siebie nawzajem, budując napięcie i akcję.

Język to równie misterna konstrukcja. Zdania są piękne, długie, wielokrotnie złożone i przetykane poezją. Można się nawet pokusić o literackie śledztwo i poszukać aluzji i parafraz. Językowe arcydzieło i literacka uczta.

 

Autor: Maciej Płaza
Tytuł: Robinson w Bolechowie
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2017

Opowiadania bizarne, Olga Tokarczuk

a.d.b

bizarne

 

 

W Polsce opowiadania nie cieszą się popularnością. Uchodzą za łatwiejsze do napisania od powieści i niewielu czytelników dostrzega, że opowiadanie wymaga od autora dyscypliny i mistrzowskiego opanowania warsztatu. Zapewne "Opowiadania bizarne" niewiele tu zmienią, choć to perełki, spójne, zwarte, z mistrzowskim  suspensem i dopracowane językowo.

Już sam tytuł - "Opowiadania bizarne" - zapowiada dziwność, niezwykłość i zmienność. I rzeczywiście, każde z 10 opowiadań zaskakuje. Nawet kiedy wydaje się, że wszystko jest jasne, coś jeszcze potrafi czytelnika zaskoczyć. Nagły zwrot, jedno zdanie i wszystkie nasze domysły okazują się być pomyłką. Najnowszy zbiór opowiadań Olgi Tokarczuk to celebrowanie dziwności, niezależnie od czasu, w jakim rozgrywają się wydarzenia. Dziwność jest wieczna, może być tu i teraz, w przeszłości i przyszłości. Granica pomiędzy oczywistym, przynajmniej pozornie oczywistym i bizarnym jest cienka i zmienna.

Bardzo cienka jest granica, która oddziela spokojne życie, szczęśliwe życie od katastrofy. Można ją przekroczyć przypadkowo, jak bohater "Prawdziwej historii". Co więcej można ją przekroczyć bez własnej winy. Granice między ludźmi, a światem natury też są płynne. Są bardziej wytworem kultury, niż faktem i tę granicę można zanegować ("Zielone dzieci") i przekroczyć ("Transfugium").
Nie tylko dziwność świata stale zdumiewa Olgę Tokarczuk. W najnowszym zbiorze powracają też tematy i historie, które można by dołączyć do "Anny In...", ekologia i mistycyzm, często zresztą przenikają się w jednym opowiadaniu np. "Górze wszystkich świętych", gdzie ekologiczna migawka, opis tego, co pozostało ze świętej krowy jest ledwie wzmianką w toku opowieści, czy "Kalendarzu ludzkich świąt". W tym ostatnim, w świecie "po plastiku" rozgrywa się okrutne misterium, ukazujące słabość człowieka, poszukującego  bóstwa, które jest od niego silniejsze.
Wierzenia i mity ożywają w tych opowiadaniach, stają się konkretne. Tokarczuk gra mitami, metafizyką, zresztą nie po raz pierwszy, pokazuje ich pochodzenie, by wyjaśnić "zabobon" i chwilę później, w ostatnim zdaniu zerwać z pozornym biologizmem ("Góra wszystkich świętych").

U podłoża opowiadanych przez pisarkę historii leżą zagubienie i lęk, wywołane starością i śmiercią, nieprzewidywalnością, chaosem codzienności. Futuryzm Tokarczuk jest pretekstem do rozważań, nie próbą skonstruowania świata przyszłości, choć część wydarzeń właśnie w przyszłości się rozgrywa. Fantastyka, groteska, czarny humor sprawiają, że nic nie jest oczywiste. Zagadki są okazją i do  świetnej zabawy, i do myślenia całkiem serio.

Autor: Olga Tokarczuk
Tytuł: Opowiadania bizarne
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2018

Śpiące piękności. Tysiąc żurawi, Yasunari Kawabata

a.d.b

6349820._UY630_SR1200630_

 

Yasunari Kawabata w 1968 roku otrzymał Literacką Nagrodę Nobla (zresztą wygrywając jednym głosem z Witoldem Gombrowiczem). Wszystkie powieści Japończyka cechuje typowy dla buddyzmu zen spokój, wrażliwość na piękno świata, przedmiotu i chwili. Stąd obfitość opisów wnętrz, herbacianych ceremonii, naczyń czy strojów i spokojna zaduma.

"Śpiące piękności" to studium starzejącego się człowieka. Tytułowe śpiące piękności to młode dziewczęta pogrążone we śnie tak głębokim, że nie budzą ich odwiedziny starców, którzy przychodzą spędzić z nimi noc. 67 letni Eguchi trafia do domu śpiących piękności za namową i z polecenia starszego od niego przyjaciela.  I choć główny bohater nie uważa się za starca tak zgrzybiałego jak pozostali bywalcy tego nietypowego domu schadzek, przyciąga go tajemniczość miejsca. Noce spędzone u boku kolejnych dziewcząt stają się podróżą przez życie. W pamięci gościa ożywają wspomnienia pierwszych i ostatnich miłości, podróży, ulotnego piękna, które udało się spostrzec. Eguchi rozmyśla o starości i starzeniu się, zastanawia się też nad przeżyciami innych odwiedzających. Strumień myśli jest rozrachunkiem z życiem i nieuchronnie prowadzi do śmierci.

Tytuł drugiej opowieści -"Tysiąc żurawi" - wiąże się z legendą. Złożenie origami  z tysiąca papierowych żurawi ma być gwarancją uzdrowienia, żuraw w kulturze Azji jest  bowiem symbolem długowieczności. Chusta z motywem tysiąca żurawi jest właśnie symbolem uzdrowienia.
Główny bohater - Kikuji, to młody człowiek wplątany w skomplikowane relacje z kochankami ojca i córką jednej z nich. Wewnętrznie rozdarty jest niezdolny do podjęcia decyzji, ustalenia reguł, działania. Niemal całkiem bezwolny pozwala na manipulowanie sobą, choć sprawia mu to ból. Zdumiewa spokój narracji, jej rozlewność w zderzeniu z emocjami, z którymi zmaga się bohater.
"Tysiąc żurawi" to studium bohatera, ale też opis japońskiej obyczajowości: zwyczajów, norm i konwenansów. Właśnie tło obyczajowe jest najbardziej zaskakujące dla Europejczyków. Znaczenia i głębsze sensy bywają ukryte w rozmowach bohaterów o czymś na pozór błahym. Szczególnego znaczenia nabierają też przedmioty, nie tylko chusta Yukiko.
Nie tylko postawa mężczyzny zaskakuje. Dziwić może też zupełny brak ocen zachowań, decyzji i postaw, który charakteryzuje tę narrację. W tym kontekście wydaje się jednak zupełnie naturalne typowe dla literatury japońskiej otwarte zakończenie opowieści.

Książka zaskakująca pod wieloma względami. Świeża, upajająca spokojem i pięknem, wymaga jednak odrzucenia na chwilę europejskich konwencji literackich i europejskich konwenansów.

 

Autor: Yasunari Kawabata
Tytuł: Śpiące piękności. Tysiąc żurawi
Tłumaczenie: Mikołaj Melanowicz
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania: 1987

© słowo o słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci