Menu

słowo o słowach

O książkach, książkach i książkach. Czasem o wierszach i filmie.

Odruch serca, Toni Morrison

a.d.b

odruch_serca

 

"Odruch serca" Toni Morrison to kolejna z opowieści tej autorki o niewolnictwie, ale i o wolności. Akcja tym razem została osadzona w XVII w. Tradycyjnie już gros wydarzeń dotyczy kobiet. Bohaterki są cztery: Rebeca, Lina, Żal i Florence, żyją na tej samej farmie na Północy Ameryki, ale ich los i status jest zupełnie inny. Rebeca to żona właściciela farmy Jacoba Vaarka, Lina to Indianka, która jako jedna z niewielu przeżyła jako dziecko epidemię ospy, która zabiła całe jej plemię, Żal była dzieckiem ocalonym z rozbitego okrętu, a Florence czarną niewolnicą, za namową matki sprzedaną kolejnemu właścicielowi. Wszystkie cztery łączy gorzki los, całkowita zależność od innych, głównie mężczyzn, bo nawet Rebeca została wysłana przez ojca w ciemno ze starego kraju do Ameryki, do jej przyszłego męża, którego nikt nie znał. To, że Jacob Vaark okazał się dobrym człowiekiem to zwykły przypadek.

Kobietami w XVII w. się handluje, niewoli się je, wykorzystuje i odtrąca. Wszystkie cztery bohaterki są przez kogoś odtrącone: przez rodzinę, matkę, kochanka, społeczność. Konsekwencje to samotność, żal i gorycz. A i pozostałe realia życia kobiet ukazane w powieści do pięknych nie należą.

Polifoniczna narracja, złożona ze strumieni myśli bohaterek z bezwzględną bezpośredniością ukazuje ich tragiczny los i dramatyczne przeżycia. Powieść Morrison reklamowana na okładce jako poetycki romans, wcale nim nie jest. Historia miłosna to nikły ułamek opowiedzianych tu wydarzeń. Dominują dzieje poszczególnych kobiet i opisy codziennych zmagań z losem. Niewesoła historia gorzknienia wszystkich bohaterek kończy się przejmująco trafną myślą o niewoli i wolności wewnętrznej człowieka, w jedynej partii narracji, gdzie głos zabiera matka Florence: "Otrzymanie władzy nad drugim człowiekiem jest ciężką rzeczą; zagarnięcie władzy nad drugim człowiekiem jest zła rzeczą; oddanie władzy nad sobą drugiemu człowiekowi jest niegodziwą rzeczą."

 

Uprawa roślin południowych metodą Miczurina, Weronika Murek

a.d.b

uprawa

 

Świat w "Uprawie roślin południowych metodą Miczurina" jest zdeformowany jak w gabinecie krzywych zwierciadeł, ale ten typ deformacji czasem zdumiewa, a czasem przeraża, ale nie pobudza do śmiechu. Nawet Bóg (tu Bożątko) służy tu do straszenia, bo albo w nagrodę da wiekuistą nudę, albo ukradnie kapcie spod łóżka.

Obsypana ostatnio nagrodami "Uprawa roślin południowych metodą Miczurina" Weroniki Murek to zbiór siedmiu opowiadań, przy czym tylko pierwsze "W tył, w dół, w lewo" jest dłuższe, pozostałe są krótkie, nawet bardzo krótkie. Jak wyjaśniła w jednym z wywiadów sama autorka, to pierwsze opowiadanie miało być całą książką, a reszta powstała by wypełnić tom objętościowo. Niestety jest to widoczne. Pozostała szóstka to w zasadzie kalki stylistyczne, a ten powtarzalny schemat męczy. Debiutancki zbiorek W. Murek to nie jest jednak zła książka, ale książka dla specyficznego odbiorcy.

Trudno te opowiadania zaliczyć do jakiejś gatunku, kategorii czy nurtu. To zabawa literacka o dość makabrycznym ze względu na temat śmierci podłożu, oparta o rozluźnienie logiki, niedopowiedzenie i mieszająca elementy baśni, science fiction i ludowych wierzeń. Także i tu, jak w przypadku Miczurina*, do którego nawiązuje tytuł udaje się pomieszać gatunki i coś "wyhodować", choć nie są to mrozoodporne gatunki jabłoni.
Chwyty stosowane przez Murek to gry słów i niedopowiedzenia np. "-Babcia ja bym wyszła może. - Nie [...] dzisiaj już nie zdążysz. " Tyle, że nie o wyjście na spacer czy do sklepu tu chodzi. Dialogi wzorowane na codziennych rozmowach są w rzeczywistości nieodpowiednie dla sytuacji, co wynika  z niedopowiedzenia właśnie lub absurdalnie szybkich zmian tematu, za którymi nie nadążają ani czytelnicy, ani bohaterowie kolejnych opowiadań. Na tym i na przerysowaniu sytuacji zasadza się absurd opowiadań Murek. Trzeba jednak bardzo specyficznego poczucia humoru, by przy czytaniu "Uprawy" się śmiać. To raczej tragikomedia niż komedia, mimo chwytów typowych dla groteski.

Wspólnym tematem wszystkich opowiadań jest niedopasowanie, niedopasowanie osób i ich zachowań do sytuacji, do konwencji. Nie tego się spodziewamy w konkretnych sytuacjach, co robią kolejne postaci, a ten absurd paradoksalnie jest mocno osadzony w realiach. Odrealnione, niedookreślone są za to postaci, są schematyczne i nie wykraczają ponad schemat. To np. dziewczyna, która umarła, nie wiadomo o niej nic więcej, czy Pani Jadalna lub Spacerowa o "nazwiskach", odpowiadających  pełnionym w przedszkolu funkcjom. Miejsca i czas także w świecie wykreowanym przez Murek nie istnieją, nie da się w zasadzie nic o nich powiedzieć, poza tym, że jakoś są. Zatem opowiadania Murek to gra w świecie uniwersalnym.

 

*Iwan Miczurin - Znany ze swych doświadczeń z zakresu krzyżowania roślin. Wyhodował około 300 odmian drzew i krzewów owocowych (jabłoni, gruszy, moreli, śliwy, czereśni, wiśni, winorośli i in.), część odpornych na surowe warunki klimatyczne panujące w głębi Rosji.

Umiłowana, Toni Morrison

a.d.b

umiowana_1

 

 "Umiłowana" Toni Morrison to powieść o czarnych niewolnikach i ich losie. Mimo trudnego tematu, dzięki zastosowaniu specyficznej narracji m.in. retrospekcji, subtelnej stylizacji biblijnej oraz niebywałemu wyczuciu pisarki książka jest doskonała, nie ma tu grama kiczu, taniego sentymentalizmu, czy histerii pisarskiej. To doskonała, stylistycznie i emocjonalnie perfekcyjnie wyważona powieść.

 

Nazwę "lud nie mój" - ludem moim,
I "nie umiłowaną" - umiłowaną.
List do Rzymian 9,25

To motto z listu św. Pawła do Rzymian jeszcze przed pierwszym zdaniem narzuca, nawet mimo tytułu, odczytanie powieści w kontekście szerszym niż jednostkowy los bohaterów, czy też tytułowej bohaterki. Podobnie zresztą jak dedykacja: "Sześćdziesięciu, i więcej milionom". Nie pojedynczą osobę - Umiłowaną określa tytuł, a te 60 i więcej milionów niewolników, którzy zginęli. Nie tylko motto jest tu aluzją do Biblii. Drugą, chyba nawet istotniejszą jest zastosowana od początku powieści stylizacja językowa: rytmika biblijnego wersetu i, tak charakterystyczna dla Biblii, technika powtórzeń. To czyni opowieść noblistki czymś więcej niż tylko powieścią.

Wydarzenia w powieści Toni Morrison rozgrywają się już po wojnie secesyjnej i zniesieniu niewolnictwa, ale retrospekcje sięgają czasów niewolni. Niemal wszyscy bohaterowie to niewolnicy lub raczej byli niewolnicy, nawet najmłodsza - Denver urodziła się jako niewolnica, choć już w trakcie ucieczki matki. Miejsce akcji to 124, nawiedzony dom, w którym straszy duch dziecka. Nieprędko jednak dowiadujemy się jaki los to dziecko spotkał. Narracja bowiem jest utkana ze wspomnień, monologów wewnętrznych i strumieni myśli, dotyczy i przeszłości, i teraźniejszości, tak więc prawda ukazuje się powoli, stopniowo. Katalizatorem wspomnień jest Umiłowana - dziewczyna, która pojawiła się nie wiadomo skąd na progu 124, kiedy ucichł duch dziecka. Umiłowana wywołuje opowieści, pragnie ich i je chłonie, więc one płyną. Nie są to jednak piękne baśnie, a sceny przemocy, okrucieństwa, brutalnego traktowania niewolników. To historie życia Paula D., Sethe, Szóstego i innych, będących żywym inwentarzem Domowej Przystani. Właśnie żywym inwentarzem, bo do zwierząt są zaliczani przez drugiego właściciela, choć są traktowani chyba nawet gorzej niż zwierzęta. Dlatego więc Sethe obsesyjnie wręcz pragnie uchronić swoje dzieci przed niewolnictwem, które zna i ma zapisane na skórze, i nie cofnie się przed niczym, absolutnie niczym, by je uchronić przed wpisaniem na listę żywego inwentarza: "I nikomu, nikomu na świecie nie będzie wolno napisać charakterystyki jej córki po tej stronie kartki, gdzie zapisuje się cechy zwierzęce. Nie. O nie. [...] Sethe zaprotestowała. Zaprotestowała kategorycznie." (s. 327)
Opowieści "splugawionych" służą nie tylko zaspokojeniu narracyjnego głodu Umiłowanej, ale też pozwalają odzyskać człowieczeństwo, poczucie godności i poczucie własnej tożsamości.

Kim jest sama Umiłowana? Duchem dziecka, które powróciło jako dziewczyna w takim wieku w jakim byłaby gdyby żyła? Personifikacją miłości, zgodnie z własnym imieniem? A może symbolem umiłowanego narodu, który wyszedł z domu niewoli? Ale Umiłowana znika. Czy to zwycięstwo, takie jak  dla Sethe obrona dzieci przed niewolą, czy raczej życiowa klęska, tak jak dla Baby Suggs wejście do jej domu białego łapacza niewolników?

* Cytaty za wydaniem: Znak 2007.

 

 

 

Sedno sprawy, Graham Greene

a.d.b

sedno_sprawy

 

"Sedno sprawy" Grahama Greene'a to jedna z najgłośniejszych jego książek. Wydarzenia, które rozgrywają się w brytyjskiej kolonii Sierra Leone podczas II wojny światowej są pretekstem do rozważań o kondycji ludzkiej, ale same wydarzenia i tło historyczne sytuują powieść z 1948 roku gdzieś pomiędzy literaturą religijną, a powieścią szpiegowską. W przypadku tej książki jedno drugiego nie wyklucza. Osobiste doświadczenia z pobytu w Afryce autor wykorzystał do nakreślenia realistycznego tła historycznego i lokalnego kolorytu, stąd też wrażenie niezwykłe prawdopodobieństwa wydarzeń, mimo ich fikcyjności.

Bohaterem powieści jest mjr Henry Scobie, zastępca komendanta lokalnej policji, człowiek bierny i apatyczny, godzący się bez sprzeciwu na pomijanie go przy awansach, na zamianę domu na gorszy i podobne afronty. Tym, co go martwi jest niezadowolenie żony, Luizy, która czuje się coraz bardziej nieszczęśliwa, a Scobie za swój jedyny bodaj obowiązek uważa uszczęśliwianie innych. Zatem by uszczęśliwić żonę, wysyłając ją w wymarzoną podróż, wikła się w podejrzane kontakty z miejscowym przemytnikiem i naraża na szantaż. Wikła się też w romans z Heleną Rolt, cudem ocaloną z katastrofy morskiej. Dziewczyna nie wyróżnia się niczym szczególnym, oprócz nieszczęścia, które ją dotknęło. Ale Scobie kocha cierpienie i ludzi cierpiących i to przesądza sprawę. Ktoś taki jak on, kto kocha niepowodzenie i klęskę musi wplątać się w sytuację bez wyjścia. Dylematy Scobiego są nierozwiązywalne, nie umie więc wybrać pomiędzy Heleną a Luizą, nierozwiązywalny jest też konflikt pomiędzy miłością do Boga, a miłością do kobiet. Coraz bardziej zagubiony bohater świadomie odrzuca Boga, skazując się na dodatkową udrękę. Jego decyzje to droga samozagłady. Równocześnie usiłuje chronić bliskie sobie kobiety, poświęcając siebie, bo Scobie ufał w boskie miłosierdzie dla innych, ale nie dla siebie. Dla siebie z miłości do Boga wybrał potępienie. Ten "paradoks miłosierdzia", potępienia siebie w imię miłości do Boga jest dyskusyjny. Często podkreśla się, że bycie potępianym, odrzuconym, wyklętym to ekskluzywna postawa, zapoczątkowana przez Baudelaire'a. A sama postawa potępionego i odrzuconego głównego bohatera jest na wskroś romantyczna: wyznaczył sobie nieosiągalny, nierealny cel i zapłacił za to poczuciem rozpaczy.

 

Człowiek, który śpi, George Perec

a.d.b

czowoek_ktry

 

Utrzymany konsekwentnie w 2.osobowej narracji zwrotów do adresata "Człowiek, który śpi" George'a Pereca jest w rzeczywistości zapisem autobiograficznym, zapisem epizodu z życia samego autora.

"Człowiek, który śpi" to specyficzna opowieść o człowieku, który świadomie ucieka od życia, by uciec przed terrorem życia na czas i życia zanurzonego w czasie. Bunt i pragnienie ucieczki rodzą się w momencie uświadomienia, że absolutnie wszystko w życiu jest z góry przesądzone, niemal zaplanowane: "role i etykietki naszykowano: od nocnika z czasów wczesnego dzieciństwa po fotel na kółkach na stare lata, wszystkie siedziska są gotowe i czekają na swoją kolej." Bohater ucieka więc w samotność, milczenie, bierność. Jego aktywność ogranicza się do czynności zapewniających biologiczne przetrwanie i niczego ponad to. Wszystko tu jest apatią. Ta droga do obojętności okazuje się jednak zwodnicza, odsunięcie od życia nie daje spokoju a skupienie na sobie, to z kolei  prowadzi do odkrycia, że życie bez wartości, hierarchii i poczucia sensu to nie życie, a bezwładne dryfowanie. Wśród narastającej rozpaczy bohater odkrywa, że nie ma ucieczki od świata. Droga powrotu do życia prowadzi przez "jarzmo nieugiętej dyscypliny", przez planowanie dnia, schematy i rutynę. Izolacyjny eksperyment kończy się klęską, odkryciem, że "obojętność jest bezużyteczna", że nie sposób umknąć przed naciskiem czasu. Nie chroni przed tym stan snu, ciągi onirycznych, nienaturalnych obrazów i pustka, prowadząca do analizowania każdego drobiazgu i wyolbrzymiania detali.
           

Narrator - bohater jest głównie obserwatorem świata, więc jego tożsamość nie jest możliwa do określenia. To celowy zabieg Pereca, wielbiciela gier z czytelnikiem, uzyskany także dzięki wspomnianej już 2. osobowej narracji, a mający podkreślić pustkę życia bohatera, utratę wartości i poczucia sensu, odrealnienie, ale i sen, bo nie sposób określić tożsamości śpiącego. Wszystko to jest aluzją autora do własnego nazwiska, które według niego wywodzi się z hebrajskiego i oznacza "dziura", a dziura to w końcu brak, utrata czegoś, jakieś fragmentu całości, więc i brak tożsamości. 


W polskim wydaniu grę z czytelnikiem na poziomie graficznym podjął PIOtr Kaliński z wyd. Lokator. Zaprojektowana przez niego czarno-biała okładka to gra słowami tytułu, eksponująca ledwie dwie litery, za to układające się w wymowny skrót "śp."

© słowo o słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci