Menu

słowo o słowach

O książkach, książkach i książkach. Czasem o wierszach i filmie.

”Pokot” Agnieszki Holland a jego literacki pierwowzór: Ekologiczny manifest czy gra konwencjami?

a.d.b

 

Spoor_film

Gra konwencjami

Film Agnieszki Holland "Pokot" bardzo trudno jednoznacznie sklasyfikować, podobnie jak książkę Olgi Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych", na podstawie której powstał  film. Ani to thriller, ani kryminał, ani powieść czy też film obyczajowy, wszystkiego tu po trosze. W filmie Holland gra różnymi konwencjami, podobnie jak Tokarczuk w powieści. Dominuje jednak wątek kryminalny: kolejne zabójstwa, w których giną myśliwi, a czytelnik i widz śledzi intrygę i oczekuje na rozwiązanie zagadki. 

Wielowątkowa intryga i wyraziste postaci

Wielowątkowa intryga i wspaniałe kolekcje charakterów  to mocne strony obu wersji – i  filmowej, i książkowej. Filmowi bohaterowie świetnie oddają lokalny koloryt, prowincjonalne układziki i brzydką, polską mentalność. W książce wszyscy oni byli wyraziści, w filmie, ożywieni aktorskimi kreacjami, są tak trafnie pokazani, że do połowy (do łobuzów) ma się ochotę strzelać z ich własnej broni.

Co ciekawe, krąg myśliwych łączy jeszcze jedno – władza.  Należą do niego Prezes, Komendant policji, właściciel lisiej fermy, a zarazem lokalny krezus, a także Ksiądz. Ten ostatni zresztą wyjątkowo antypatyczny i zwracający się do ludzi, używając form bezosobowych np. "modli się", co w jakimś sensie wyraża jego stosunek do nich. Posiadanie władzy jest równoznaczne z przemocą, nie wyłączając Księdza (w tej roli świetny Marcin Bosak), który jest zapalonym myśliwym. Władza daje też przywilej łamania prawa.

Miniatura kraju

W książce Tokarczuk polityczne aluzje i pokazywanie deprawacji władzy było wyraźne, film jeszcze mocnej je akcentuje i nie sądzę, by było to przypadkowe, bo cały film jest bardzo precyzyjnie zrobiony. Ot, choćby banalna scena oglądania kostiumu wilka, która zgodnie z filmowymi regułami "musi później wystrzelić" W istocie, później oglądamy humorystyczne sceny z Czerwonego Kapturka, z przewrotnym odwróceniem ról.   Te polityczne aluzje i humorystyczne oraz niezwykle celne mini-diagnozy społeczne (jak ta o kołach grzybiarzy, które jako jedyne mogą połączyć Polaków) mają wymiar uniwersalny – nie dotyczą ani konkretnej partii, ani konkretnego rejonu.  Świat Kotliny Kłodzkiej (wspaniale zresztą filmowanej przez Jolantę Dylewską) to po prostu Polska w miniaturze. Przemoc, nadużywanie władzy, uzależnianie biednych, bezprawne działania i kompletna bezkarność ludzi władzy – to  zjawiska , które budzą  sprzeciw głównej bohaterki, Janiny Duszejko (w tej roli świetna Agnieszka Mandat), która je zwalcza. Oczywiście, jest to walka z wiatrakami, bo nie sposób samodzielnie zaradzić toczącym władzę chorobom i to właśnie pokazuje niemal baśniowe zakończenie filmu.

Happy end jest całkowicie wbrew logice, więc podkreśla niejako niemożliwość dobrego zakończenia i nierealność całego filmu. Podobnie jak w przypadku pierwowzoru, film można potraktować jako utopię new-age i ekologiczny manifest.

Powieść a film

Powieść Olgi Tokarczuk z 2009 r. nie była wolna od wątków politycznych, a jej bohaterowie byli powiązani z lokalną władzą i układami, ale akcenty zostały jednak rozłożone inaczej. Przede wszystkim główna bohaterka jest w powieści "Prowadź swój pług przez kości umarłych" inną postacią. W filmie to osoba wyjątkowo sympatyczna, ciepła, która ma wprawdzie pewne dziwactwa, ale są to dziwactwa urocze i drobne. Natomiast w powieści jej wady dominują i są uciążliwe. Duszejko u Tokarczuk to astrolożka, żyjąca tylko astrologią i wszędzie widząca wpływ gwiazd, a w zasadzie planet. Żeby było jeszcze ciekawiej, bohaterka jest równocześnie narratorką i w powieści to ona jest wielbicielką Wiliama Blake'a, która miesza jego poezję z astrologią i własną codziennością. Te aluzje do Blake'a są w powieści wszechobecne, bo jemu zawdzięcza bohaterka swoją życiową postawę, ba, filozofię, a powieść – tytuł. W filmie to jedynie aluzje, ukłon w stronę czytelnika, który zna powieść.

Czego jeszcze z powieści nie uświadczymy? "Dolegliwości" słonecznych bohaterki, o których wzmianki w thrillerze Tokarczuk pojawiają się często, a w filmie te słoneczne oparzenia widać zaledwie w jednej scenie i są jak ”oczko” puszczone do czytelnika. Znowu do czytelnika, a nie – widza, bo ten niekoniecznie powiąże je ze scenami "kostiumowo-wilczymi" i nie musi odczytać gry, bardzo misternie poprowadzonej w powieści, a w filmie ledwie sygnalizowanej.

Oglądając film można się zanudzić na śmierć albo świetnie bawić. Nudzić mogą się wszyscy ci, którzy pamiętają zakończenie, czyli rozwiązanie kryminalnej zagadki i jedynie jako kryminał odbierali literacką zabaw(k)ę pisarki. Mogą, ale nie muszą, może ich bowiem bawić obserwacja, jak też to się dało sfilmować. Zachwyca gra aktorów – także łobuzów i postaci drugoplanowych. A ci, którzy nie czytali, niech się nie spodziewają ani klasycznego kryminału, ani thrillera i nastawią na zabawę konwencjami filmowymi. 

 

Całość ukazała się wcześniej na KulturaOnline

http://kulturaonline.pl/pokot,agnieszki,holland,a,jego,literacki,pierwowzor,ekologiczny,manifest,czy,gra,konwencjami,tytul,artykul,28257.html

 

Prowadź swój pług przez kości umarłych, Olga Tokarczuk

a.d.b

indeks5

 

"Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olgi Tokarczuk to książka, która zaskakuje, szczególnie tych, którzy czytali pozostałe powieści autorki. Wydana bezpośrednio po nagrodzonych Nike "Biegunach" powieść może szokować. Kryminał, czy też prawie kryminał, po "Biegunach", które są niemalże prozą poetycką wprawia w osłupienie.

Kryminalna część powieści to historia serii morderstw. W Kotlinie Kłodzkiej kolejno giną myśliwi, a ich zwłoki odnajdywane są w okolicznych lasach. O wszystkim tym opowiada Janina Duszejko - narratorka i główna bohaterka, mieszkająca w Kotlinie Kłodzkiej i zamieszana w całą sprawę, choćby ze względu na sąsiedztwo. Czytelnik, który spodziewa się klasycznego kryminału będzie jednak rozczarowany. Autorka gra konwencjami literackimi, bawi się mieszaniem kryminału z thrillerem i powieścią obyczajową.

Elementy obyczajowe są dość oczywiste. To świetnie zarysowane postaci, i te pierwszo, i te drugoplanowe. Sama główna bohaterka i narratorka zarazem jest osobą dość specyficzną. Zafascynowana astrologią i poezją Wiliama Blake'a miesza świat realny ze światem metafizycznym, wszędzie dopatruje się wpływu gwiazd i jest bezkompromisowa w swojej walce ze złem i głoszeniu wartości zaczerpniętych z filozofii angielskiego romantyka. Walka z złem nie pozwala na stosowanie wyjątków, podobnie jak przykazanie: nie zabijaj, które obejmuje wszystko, co żywe. Książka, zawdzięczająca tytuł poezji Blake'a polemizuje więc z typowym dla polskiego katolicyzmu rozumieniem świata przyrody: brakiem szacunku dla stworzenia i pogardą dla zwierząt. Bliżej Tokarczuk do postawy św. Franciszka i szacunku dla braci mniejszych niż tzw. polskich tradycji, reprezentowanych w powieści przez księdza Szelesta. Drugi front walki to front feministyczny. Niemal wszyscy pozostali bohaterowie to mężczyźni, traktujący z pogardą nie tylko zwierzęta, na które polują (także poza sezonem), ale i kobiety. Młodsze kobiety są bezwzględnie wykorzystywane, a Duszejko jest traktowana  jak stara wariatka. Na opinię wariatki narratorka właściwie zapracowała. Ogrom astrologii i mistycyzmu wprowadzonego przez nią do powieści może przytłaczać, ale równocześnie wyjaśnia jej poglądy i swoiste "rozszczepienie osobowości". Nie bez znaczenia są tu i "dolegliwości" głównej bohaterki związane ze słońcem.

"Prowadź swój pług..." to utopia o tworzeniu humanitarnego społeczeństwa, to utopia w stylu new-age, grająca konwencjami i zapraszająca czytelnika i do zabawy przy czytaniu, i do głębszych przemyśleń. Po książkę warto sięgnąć nie tylko przy okazji ekranizacji w reżyserii Agnieszki Holland. Znajomość literackiego pierwowzoru z jednej strony odbiera przyjemność oczekiwania na rozwiązanie kryminalnej zagadki, ale z drugiej pozwala bawić się porównywaniem oryginału i ekranizacji.

 

Autor: Olga Tokarczuk
Tytuł: Prowadź swój pług przez kości umarłych
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2009

Stambuł, Stambuł, Burhan Sönmez

a.d.b

stambulstambul

 

"Jedynym, co mu przypominało o istnieniu dobra był ból. [...] Dlatego cierpiąc tu częściej myślimy o dobru i jego miarą szacujemy swoją wartość. "(s. 190)

W tytule najnowszej książki Burhana Sönmeza "Stambuł, Stambuł" nazwa miasta nie przez przypadek pojawiła się dwukrotnie. Stambuł jest wszędzie: nad ziemią i pod nią, na dwu kontynentach. Stambuł to świat i symbol, który ma zdolność zmiany, uosabiania coraz to innych sfer i wartości, jest życiem, śmiercią, drogą, wyspą, tęsknotą, tajemnicą, celem dążeń,  nędzą slumsów, miłosną pieśnią i pijackim amokiem. Stambuł to koniec i początek. Jedno z tych miast jest piekłem, drugie rajem. Piekło to oczywiście podziemna część miasta, to Stambuł zamieniony w więzienie z salami tortur i maleńkimi, ciemnymi celami. W opozycji do niego wszystko, co na powierzchni wydaje się rajem.

Podobny motyw więzienia znajdziemy w książce Tahara Ben Jellouna "To oślepiające, nieobecne światło". W obu przypadkach więźniowie usiłują nie oszaleć i zachować człowieczeństwo. W powieści Marokańczyka o ocaleniu decyduje podporządkowanie człowieka pewnym przydzielonym funkcjom i modlitwa. U Ben Jellouna nad obłędem i rozpaczą pozwala panować ustalony porządek, codzienne rutynowe czynności i dobroć pielęgnowana z rozmysłem, u Sönmeza są tylko opowieści dotykające problemu dobra i zła, zderzone z okrucieństwem przesłuchujących i torturami, które stosują. Przed szaleństwem chronią więc słowa.

"Stambuł, Stambuł" to turecka wersja "Dekameronu", do którego zresztą bohaterowie jawnie nawiązują. Ta powieść jest, podobnie jak u Boccaccia, podzielona na 10 dni, każdy nich to, przynajmniej pozornie, jedna opowieść. Każda z nich jest znana słuchaczom, są jedynie i aż rozrywką, pozwalającą przetrwać oczekiwanie na kolejne tortury. Są zagadką i intelektualną rozrywką, opowieścią w świecie, w którym nie można zdradzić niczego o sobie. Opowieści więźniów to próby ucieczki od bólu - fizycznego, ale rodzą wspomnienia, przywracają utracone wartości i wagę dawnych spraw i sprawiają psychiczny ból. To powieści o miłości, o ludzkiej wielkości i nikczemności, o próbie przełamania losu. Czym są naprawdę świetnie pokazuje ostatni dzień i ostatnie opowiadanie: "Żółty śmiech". Ten żółty śmiech to przywoływane na stypie pogodne opowieści o zmarłym. Taką funkcję pełnią też opowieści czwórki bohaterów, które toczą się póki nad Stambuł nie napłynie żółta mgła.  

 ksikowe_klimaty3

Autor: Burhan Sönmez
Tytuł: Stambuł, Stambuł
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Data wydania: 2017
Tłumaczenie: Paulina Dominik

Lato przed zmierzchem, Doris Lessing

a.d.b

indeks4

 

Doskonała książka, choć nie dla mizoginów i fanów "filmu akcji".


Główna bohaterka to dojrzała kobieta, nazbyt zaangażowana w sprawy rodziny i dorastających dzieci. Konsekwencją tej postawy jest "odejście od siebie", a nagła, wymuszona wyjazdem dzieci i męża  zmiana życiowej roli przynosi konieczność zmierzenia się z sobą, z własnym wnętrzem, potrzebami, możliwościami.  To wytrącenie z rytmu, wybicie z roli owocuje przewartościowaniem w życiu bohaterki. Powieść to zapis poszukiwania prawdy o sobie.  Retrospekcje - wspomnienia służą portretowaniu bohaterki, a opisy stanów psychicznych i przemyśleń to w rzeczywistości opis naszych (kobiet dojrzałych) przeżyć.
Ciekawe efekty przynoszą konfrontacje bohaterki z innymi kobietami, rozwiązłą sąsiadką i kobietą bardzo młodą, stojącą u progu dorosłości. Fascynuje ta możliwość wyboru, bo żadnej z nich w powieści nie przyznano monopolu na posiadanie prawdy.


Fantastycznie bogate życie wewnętrzne bohaterki, sytuuje powieść w kręgu powieści psychologicznych, nie tylko obyczajowych. Pozorny brak ruchu i wydarzeń odkrywa gwałtowne przeżycia wewnętrzne. Te nieliczne wydarzenia, które są w rzeczywistości są pretekstem do myślenia i przeżywania. Autorka zresztą w ogóle nie dba o prawdopodobieństwo wydarzeń, bo nie one są tu istotne. Zasadniczym celem jest postawienie pytania o istotę kobiecości i role, jakie kobiety przyjmują w życiu.

 

 Autor: Doris Lessing
Tytuł:Lato przed zmierzchem
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2008
Tłumaczenie: Barbara Rewkiewicz-Sadowska

Podkrzywdzie, Andrzej Muszyński

a.d.b

podkrzywdzie_Paszport

 

 

"Podkrzywdzie" Andrzeja Muszyńskiego to książka, która uwodzi językiem, uwodzi rytmem znania, jego melodią, słownictwem i specyficznym spojrzeniem na rzeczywistość. "Podkrzywdzie" jest odpoczynkiem od hałasu krótkich zdań i ich "szczekania", jednak zdecydowanie nie jest to książka dla każdego, bo do jej odbioru potrzebny jest spokój. Dla kogo zatem jest proza Muszyńskiego? Dla wielbicieli Schulza, wielbicieli magii, poezji i światów nie do końca realnych.

"Podkrzywdzie" operuje rozbudowaną metaforą, niezliczoną ilością porównań, by stworzyć nowy język, w miejsce "zhańbionych słów" wprowadza nowe, bo nowy język "musi sprostać polorowi" świata, w tym przypadku wiosny. Ambitne zadanie, i mimo skrajnie różnych opinii czytelników chyba zakończone sukcesem. Nowy język to metaforyczna proza poetycka, gęsta od opisów i sensów i utrzymana w tonacji prozy Brunona Schuzla.
Wieś Muszyńskiego jest gdzieś poza miejscem i poza czasem. Niby jest opodal Pustyni Błędowskiej, ale jest odrealniona, a czas we wsi z niebieskimi domami reguluje kalendarz nie dat, a kolorów. Wiosna nie jest wiosną, a lato latem. Pory roku zmieniają się jak w kalejdoskopie, są zależne od nastroju,  barwy światła w większym stopniu niż od rzeczywistej aury.

Narratorem jest dorosły, który przyjmuje perspektywę dziecka i odtwarza miniony świat i swoje dawne spojrzenie na wieś, dziadka i otaczające go tajemnice. Ta dziecięca perspektywa pozwala stworzyć, lub może odtworzyć specyficzny mistycyzm minionego. Wszystko jest tajemnicą i próbą rozwikłania zagadki. A przy tym ten świat został zapisany w kolejnych księgach, więc i opowieść o Podkrzywdziu, Błędowskich Lasach, Wsi jest kreacjonizmem na miarę biblijnego stworzenia świata. Dopiero w "Epilogu. Księdze Wyjścia" ujawnia się dorosły narrator, zmienia się perspektywa i pojmujemy zawiłości narracji. Z jednej strony można by rzec, że to niszczy magię opowieści, z drugiej jednak pozwala tę magię i świat wyczarowany słowem dość solidnie osadzić w realiach i dokonać kolejnego aktu kreacjonizmu.

 

Autor: Andrzej Muszyński
Tytuł: Podkrzywdzie
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2015

© słowo o słowach
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci